W moim mieście, w Krakowie, od miesięcy trwają ciche zwolnienia w administracji i outsourcingu. Księgowość, obsługa procesów, back office. Robotę, którą te osoby wykonywały latami, coraz częściej przejmuje AI.
Piszę o tym bez satysfakcji, bo za każdą taką liczbą stoi konkretny człowiek.
Udawanie, że tego nie ma, nikomu jednak nie pomoże.
Skąd się to bierze
Do zmian, które przynosi AI, dochodzą rosnące koszty pracy i kryzys, który daje się firmom we znaki. Efekt jest jeden. Firmy szukają elastyczniejszych form współpracy i miejsc, w których automat albo AI zrobi to taniej.
To nie jest złośliwość zarządów. To zwykłe cięcie kosztów, żeby firma przetrwała.
Dobrze to nazwać wprost, bo od tego zależy, jak człowiek zareaguje. Kto uzna, że to zła wola konkretnego szefa, będzie szukał identycznego etatu w innej firmie. Kto zobaczy, że to ruch całego rynku, zacznie się zastanawiać, jak w tym ruchu znaleźć swoje miejsce.
Szczera odpowiedź zamiast pocieszenia
Rozmawiałem ostatnio z osobą, która szuka etatu w obsłudze klienta i administracji. Muszę być szczery, w tym obszarze etat będzie coraz trudniejszy.
Nie piszę tego, żeby kogokolwiek zniechęcić. Piszę, bo szczera odpowiedź daje więcej niż pocieszenie. Pocieszenie pozwala przeczekać. Szczera odpowiedź pozwala zaplanować następny ruch, zanim zrobi go za Ciebie ktoś inny.
Druga strona tej samej zmiany
W tej samej zmianie widzę drugą stronę.
Rynek zacznie płacić nie za obecność na etacie, tylko za konkretny wycinek roboty zrobiony dobrze.
Ktoś, kto weźmie te same umiejętności administracyjne i podłączy do nich AI, przestaje być jednym pracownikiem jednej firmy. Staje się kimś, kto obsługuje pięć firm w wąskim, trudno zastępowalnym kawałku.
Na dwóch słowach z tego zdania stoi cała reszta. Wąski, bo nie da się dobrze robić wszystkiego dla pięciu firm naraz. Trzeba wybrać kawałek i robić go lepiej niż ktokolwiek w tych firmach. Trudno zastępowalny, bo sam automat tego kawałka nie domknie. Potrzebuje człowieka, który wie, co sprawdzić, zanim wynik pójdzie dalej.
Wirtualna asystentka z dźwignią AI zarabia dziś więcej i spokojniej niż ten sam człowiek na jednym etacie.
To boli, ale daje wolność, której etat nigdy nie dawał.
Jeden ruch, który możesz zrobić już teraz
Jeśli czujesz, że Twoje stanowisko powoli przejmuje automat, zrób jeden ruch już teraz. Wypisz trzy rzeczy, które robisz najlepiej i przy każdej dopisz, jak AI mogłoby zrobić to dwa razy szybciej. To pierwszy szkic Twojej własnej usługi.
Kilka uwag, żeby ten szkic miał sens. Nie przepisuj zakresu obowiązków z umowy. Wypisz to, z czym ludzie w firmie przychodzili właśnie do Ciebie, bo wiedzieli, że zrobisz to dobrze. Przy każdej z trzech rzeczy oddziel część powtarzalną od części, która wymaga Twojej oceny. Powtarzalną przyspieszy AI. Ocena zostaje przy Tobie i to ona jest Twoim wycinkiem roboty, za który ktoś zapłaci.
Jeśli po tym ćwiczeniu przy żadnej z trzech rzeczy nie potrafisz dopisać, co AI mogłoby przyspieszyć, to też jest informacja. Wtedy pierwszym krokiem nie jest usługa, tylko nauka narzędzia.
Co to znaczy dla właściciela firmy
Ta sama zmiana wygląda inaczej z drugiej strony biurka. Firmy szukają elastyczniejszych form współpracy. Osoba, która z pomocą AI obsługuje wąski kawałek roboty dla kilku firm, jest dokładnie taką formą. Płacisz za konkretny wycinek zrobiony dobrze, nie za obecność.
Widzisz to u siebie w branży? Etat się kurczy, czy raczej mam zbyt czarny obraz?
Co z tego zapamiętać
Ciche zwolnienia w administracji to cięcie kosztów, nie złośliwość zarządów. Udawanie, że ich nie ma, nikomu nie pomoże.
Rynek zacznie płacić za konkretny wycinek roboty zrobiony dobrze, nie za obecność na etacie.
Wypisz trzy rzeczy, które robisz najlepiej i dopisz, jak AI mogłoby zrobić je dwa razy szybciej. To pierwszy szkic Twojej usługi.
Jeśli chcesz dostawać takie obserwacje z rynku regularnie, zapisz się na biuletyn „Sprzedaż bez chaosu" pod adresem salrios.com/newsletter.